Bloog Wirtualna Polska
Są 937 742 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


OPOWIADANIE STRONA 9

- Czy tu leży... - Nie dokończyła.
- Dzień dobry. Leży, leży - zapewniłam ją. - I czeka z wielkim apetytem.
Szczerze nie mogłam się już doczekać tego śniadania.
Powód był jasny.
Po tym posiłku wpadał do mnie Wally.
Gdy wspominałam o nim do głowy przychodziły mi jedynie proste
sentencje i pytania. Co dnia myślimy o tym, jak bardzo ludzie nas krzywdzą i oszukują. Jak bardzo chcemy się dowiedzieć całej prawdy?
Mało, kiedy zastanawia nas, czy prawda, rzeczywistość są dla nas lepsze.
Tak właśnie myślałam o Wallym. Może chciał mnie chronić?
Może całkowita prawda wcale nie była dla mnie lepszym rozwiązaniem? Pielęgniarka nagle odchrząknęła. Musiała mi przypomnieć o swojej obecności, bo trochę odleciałam.

- Naprawdę musisz być głodna, bo się wyłączasz, co jakiś czas. - Mówiąc to wyciągnęła biały i lśniący czystością talerz i ściągnęła pokrywki z garnków.
-, Co dobrego dziś mogę zjeść?
- Dziś dostaniesz kiełbaski. Włożę Ci trzy. Na pewno dasz radę z takim
 apetytem jak Twój Break.

- S... Skąd Pani! - Przerwała mi ogromna gula w gardle. - Skąd Pani wie, że... Dlaczego Break?
Pielęgniarka spojrzała na mnie bez słowa, po czym nałożyła moje śniadanie na talerz. Postawiła na stoliku i grzecznie się żegnając wyszła.
Zawrzało we mnie niesamowicie. Przecież tak mówiła do mnie tylko Hollin. Czyżby tak szybko rozchodziły się informacje?
I po co w ogóle się rozchodzą! To powinna być poufna rozmowa.
Pewnie nie ma na to żadnego paragrafu, tak jak nie ma na dotrzymywanie obietnic. Zezłościłam się okropnie. Głowa znów mnie rozbolała i mimo wcześniejszych odczuć straciłam ochotę na te kiełbaski.

- Tak po prostu się pożegnała i wyszła! Pięknie! Niech to licho. - Zaczęłam niemal krzyczeć. Przelotem kąt oka zahaczył o zegar. Wally nadal siedział gdzieś w mojej głowie.
 Musiałam się uspokoić...




!!


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5179616,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

OPOWIADANIE STRONA 8

Niespodziewanie coś cicho zadzwoniło w torebce Pani Hollin.
- Break... Przepraszam, ale musze już iść...
- Casie... Zaczekaj! Słyszysz? - Niestety nie obejrzała się. Pochwyciła szybko swoją torebkę i wyszła trzaskając drzwiami. Podejrzewam, że czymś się zdenerwowała. A może ktoś ją nagle wezwał? Ale, po co przychodziłaby do mnie na kilka minut, jeśli wiedziałaby, że musi zaraz iść?

-Też mi psycholog. Niby taka opanowana i inteligentna, a tak się złości. - Szepnęłam cicho do siebie z grymasem na twarzy. Niesmak dało się odczuć. Co to miało właściwie być? Co miała mi przedstawiać ta sytuacja? Nie powiedziała mi nawet dowidzenia. Może będzie tak jak z Wallym. Ponownie będę się zastanawiać czy odwiedzi mnie następnego dnia.
- Właśnie. Wally! - Przypomniałam sobie szybko niosąc tym samym nutkę pocieszenia i nadziei. Ułożyłam głowę wygodnie na poduszce i rozmyślałam o nim. Posiadałam sporą wiedzę ogólną. Pamiętam, że ilekroć starałam się przyspieszyć mijający czas sprawdzałam ile wyniosłam z mojego wcześniejszego życia. Byłam dobra z matematyki, angielskiego oraz polskiego. Moja podświadomość też działała właściwie, więc dlaczego nie jestem w stanie przypomnieć sobie moich krewnych? Muszę być cierpliwa. Niesamowicie cierpliwa. Powinnam jednak zaufać doktorowi.

Zdradzę Wam, choć pewnie sami doświadczyliście w życiu, że leżenie w szpitalu jest bardziej męczące niż najcięższa praca fizyczna. Myśl, o tym, że jest się niesamodzielnym przytłacza i powoduje chandrę. Niewiele z Was pewnie uległo wypadkowi i straciło pamięć o tym, co dla Was najważniejsze. To koszmarne przeżycie i zastanawiałam się czy mogę zaufać personelowi szpitala, czy też lepiej jest próbować odzyskać to, co utracone na własną rękę.

         Zastanowienia powoli mijały, a ja słyszałam już kółka od wózka z moim (i innych) śniadaniem, który zbliżał się w stronę mojego pokoju. Dźwięk stawał się głośniejszy i głośniejszy, aż w końcu umilkł. Rozeszło się lekkie pukanie do drzwi i głos jednej z pielęgniarek.

- Czy tu leży... - Nie dokończyła.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5179600,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

OPOWIADANIE STRONA 7

Moja recytacja. Zaczęłam, więc od niej. To była jedyna pewna rzecz, którą mogłam przedstawić Casie.
- Zanim zjawiła się Pani u mnie, na ścianie zamiast zegara wisiał przepiękny obraz. Przedstawiał dorodne i barwne słoneczniki. - Wiedziałam, że z psychologiem powinnam być całkowicie szczera. Skąd jednak u mnie taka wiedza? Nie potrafiłam odpowiedzieć sobie w myślach na to pytanie, więc rozpoczęłam głośne przemyślenia i opinie. - Muszę przyznać, że za pierwszym razem, gdy zobaczyłam ten obraz bardzo mi się spodobał, ale po pewnym czasie stał się nudny i wyblakły. Nie wiem, czy to, dlatego, że ściany były bardziej kolorowe od niego, czy moje oczy się przyzwyczaiły, ale zdecydowanie bardziej cieszę się z zegara i...
- Break! - Uciszyła mnie stanowczo Casie. - Poproszę jeszcze raz. Powiedz mi to, co pamiętasz. - Uśmiechnęła się szybko, lecz mimowolnie. Chyba nie chciała, żebym się do niej zrażała.
- Dobrze. Przepraszam. Jedyną rzeczą, którą pamiętam, gdy ujrzałam ten właśnie obraz, był fragment wiersza. Stałam pośrodku sali. Nie wiem gdzie to było, ani kiedy. Zastanawia mnie też, czy to faktycznie prawda. Może to tylko moje pragnienie.
- Kto był w tym pomieszczeniu?
Zawahałam się przez chwilę, jaki sens ma to pytanie, ale oceniłam sytuację i wyszło na to, że nie ja tu jestem od przemyśleń i to Casie będzie kontrolowała przebieg rozmowy.
- Widziałam ludzi. W sumie to nie byli ludzie. A... Może jednak byli? To chyba jakieś cienie. Tak! Tak mi się właśnie zdaje. Ciemne zarysy ludzkich sylwetek. Żadnych rozpoznawalnych twarzy. - Kończąc to zdanie zasmuciłam się nieco.
- Był tam może jakiś młody chłopak?
- Czy Pani nie słyszała? - Zapytałam niemalże zbulwersowana.
- Słyszałam Break i dlatego pytam czy widziałaś jakiegoś młodego chłopaka? - Gdy Casie powtórzyła to pytanie przywołałam obraz ponownie. Tym razem wysiliłam się bardziej i zarys postaci wyostrzył się. Podejrzewam, że stało się tak, dlatego, że byłam ciekawa, o kim ona mówi.
- W sumie... Jak tak się bardziej „przyjrzeć", to wśród wysokich sylwetek jest jedna niższa. Zaraz, zaraz. Do czego pani zmierza? Kto to jest?
- Break...


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5149878,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

OPOWIADANIE STRONA 6

Przepraszam, że dawno nie dodawałam żadnej strony, ale niestety mój wolny komputer i odłączający się internet dają się we znaki. Tym czasem Strona szósta. Miłego czytania. :))


Następnego dnia, gdy się obudziłam...
Było dość wcześnie. Słońce jeszcze nie zawitało do mojego okna. Prawdopodobnie kryło się po drugiej stronie szpitala. Spojrzałam na zegar zawieszony na ścianie, dumna, że czas znów powrócił do mojego życia. Jest ósma, więc za godzinę podadzą mi śniadanie. Wcześniej jednak zawitała do mnie pewna Pani.
- Dzień dobry. - Przywitała się grzecznie. Zerknęła z ukosa na moją szafkę szukającym wzrokiem.
- Witam. Pani, to...
- Nazywam się Casie Hollin. Jestem psychologiem. Widzę, że jesteś odpowiednio przygotowana do sesji. - Spuentowała krótko, po czym przysunęła krzesło jak najbliżej do boku mojego łóżka. Położyła swoją dłoń na mojej, jakby chcąc się przywitać. Przypuszczała pewnie, ze nie będę w stanie podnieść ręki. Chciałam ją zadziwić, więc podniosłam ową i podałam jej w przywitalnym geście. Casie uścisnęła moją dłoń, po czym zaczęła rozmowę. Była to młoda ciemno włosa kobieta. Niezwykle urokliwa i sympatyczna.
- Skoro już wiesz, jak się nazywam, może i Ty zechciałabyś mi się przedstawić.
Przez chwilkę pomyślałam, że najzwyczajniej sobie ze mnie żartuje, ale po tym jak jeszcze raz zachęciła mnie do przedstawienia się jej poczułam urazę.
- Oczywiście. Chciałabym mieć na imię Sally, Dajan... może, Break!
Słowa, które do niej kierowałam były mocne. Solidnej wypowiedzi towarzyszyła także złość w oczach i rozczarowanie.
- Elokwentna z Ciebie dziewczyna - powiedziała ze szczerym uśmiechem. - Spokojnie. Nie przyszłabym do Ciebie nie przygotowana. Rozmawiałam z Veroyem na kilka dni przed moją wizytą. Znam Twoją historię. Żeby było nam łatwiej, może będę się do Ciebie zwracać jak zechcesz? Co Ty na to?
Trwałam nie tylko w szoku, ale i lekkiej złości. Pierwsza minuta znajomości, a Casie już mnie podpuszczała. Może celowo pobudzała we mnie jakiekolwiek odczucia, aby sprawdzić czy moje emocje nie zamieniły się w kawałek betonowej zbitki, która przygniata mnie do łóżka.
- Zdecydowanie Break. Tak, to imię najbardziej mi się podoba.
- A więc dobrze Break. Czy jest coś, co mogłabyś mi o sobie opowiedzieć?
Znów mnie podpuszczała? Chyba Veroy uprzedził ją, że nie pamiętam ani swoich rodziców, ani przyjaciół, ani miejsc, w których mogłam kiedyś bywać. Jedynym obrazem był ten, który pojawił się podczas pierwszego spojrzenia na obraz ze słonecznikami. Moja recytacja. Zaczęłam, więc od niej. To była jedyna pewna rzecz, którą mogłam przedstawić Casie.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5149599,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

STRONA 5

Był dość wysoki, ale nie na tyle, aby musiał uchylać głowę gdy przechodził przez drzwi.
Zastanawiał mnie wiek Wallyego. Nie wyglądał na dużo starszego ode mnie. Zarumieniłam się. Wracały do mnie ludzkie, naturalne odruchy, poczułam potrzebę stania się ładniejszą. Starannie zaczesane kręcone blond włosy do ramion, schludny strój i odpowiedni makijaż. Wolałam nie porównywać tej wizji do mojego obecnego stanu. Szpitalna koszula, cienie pod oczami, oraz splątane włosy na śnieżnobiałej poduszce. Po zadręczaniu się stanem mojego wyglądu zewnętrznego nadszedł czas na kolację. Mogłam już jeść normalnie, choć zastanawiałam się, czy nie lepiej było być podłączoną do kroplówek. Nie mogę powiedzieć, że szpitalne jedzenie nie wyglądało dobrze. Miało nawet jakiś smak kolor i zapach. Tak, zdecydowanie, smak był specyficzny. Kiedy przysuwano mi stolik z talerzem tak, aby jego ruchoma część znalazła się nad moim brzuchem w powietrzu od razu dało się poznać zapach chloru. Musiały być to specjalne środki dezynfekujące. Tym razem, to, co podali mi do zjedzenia, wyglądało, jak... Prawdopodobnie kolejna porcja ziemniaków z mięsem. Pielęgniarka karmiła mnie widelec po widelcu. Mimo nie zbyt przyjemnego wyglądu potrawy zjadłam wszystko, co było na talerzu. Nie mogłam wybrzydzać, byłam na to za mało samodzielna. Tego dnia położyłam się wcześniej spać. Myślałam, że im szybciej zasnę, tym wcześniej doczekam się Wallyego. Następnego dnia, gdy się obudziłam...




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5068983,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

 123  »

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  129 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

Galerie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O mnie

Noc się zaczyna
kończy się dzień
ostatnia godzina
ostatni sen
niewinna dziewczyna
Jej podły cień
na próżno zaczynać
od nowa ten DZIEŃ...

Statystyki

Bloog istnieje od: 960 dni

Lubię to